| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Gandalf Administrator

Dołączył: 09 Kwi 2008 Posty: 13
|
Wysłany: Wto Wrz 02, 2008 23:47 Temat postu: Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biogra |
|
|
Opinie ze strony Księgarni Gandalf, zapraszamy serdecznie do dalszej dyskusji.
| Cytat: | "W latach 2004-2005 z ekipą Telewizji Polskiej w składzie: Jerzy Janicki - reżyser, Henryk Janas - operator, [...] kręciliśmy dziesięcioodcinkowy film dokumentalny Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Dzięki terenowemu samochodowi, który mieliśmy do dyspozycji, przemierzyliśmy setki kilometrów i niezmierzone obszary dawnych ziem Rzeczypospolitej zamknięte w trójkącie miast: Żółkiew-Kamieniec Podolski-Krzemieniec. [...] Tropiliśmy ślady polskości, rejestrując kamerą filmową i aparatem fotograficznym ruiny dawnych fortec, zamków, magnackich i szlacheckich rezydencji, opuszczone, zapomniane cmentarze, zrujnowane kaplice i kapliczki. [...] Na szlakach naszej wędrówki spotykaliśmy różnych ludzi, często o zadziwiających biografiach, pasjonatów historii, amatorów, kolekcjonerów, konfabulatorów, dziwaków, którzy mimo rozmaitych zdolności i temperamentów połączeni byli zamiłowaniem i zauroczeniem historią tych ziem. Od nich też czasem zdobywaliśmy rzadkie, unikatowe wręcz dokumenty, stare ryciny, pożółkłe gazety, fotografie rodzinne i widokówki. Gdy wróciłem do Opola, to wszystko stało się dla mnie materią do napisania książki.
Można ją traktować jako rozbudowany komentarz do wspomnianego wyżej filmu dokumentalnego. I stąd zamierzona jej niejednorodność, gdyż nie zamierzałem pisać tylko o ruinach niegdyś sławnych i pięknych, a dziś obróconych w perzynę zamków, ale również o ludziach, którzy z tymi miejscowościami i okolicami byli związani swymi biografiami i swymi czynami." (ze wstępu autora) |
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbigniew Bereszyński

Dołączył: 29 Lis 2006 Posty: 0
|
Wysłany: Wto Wrz 02, 2008 23:47 Temat postu: Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biogra |
|
|
Książka ciekawa, ale...
Wydana ostatnio nowa książka prof. Stanisława
S. Nicieji, pt. Twierdze kresowe Rzeczypospolitej, nie potrzebuje rekomendacji. Książka ta
z powodzeniem reklamuje się sama bogactwem zawartych w niej informacji historycznych
i biograficznych, zestawionych z przekazami
o charakterze legendarnym, a także z informacjami na temat dzisiejszego oblicza poszczególnych miejscowości.
Przy swoich walorach informacyjnych i literackich Twierdze kresowe Rzeczypospolitej mają zagwarantowany ogromny sukces czytelniczy wśród szerokiej rzeszy osób rozmiłowanych
w historyczno - kulturowym dziedzictwie dawnych polskich kresów wschodnich. Prawdopodobnie już niedługo zaistnieje potrzeba ponownego wydania tej książki, mającej wszelkie dane po temu, by powtórzyć wydawniczy sukces słynnego Cmentarza Łyczkowskiego.
Realna, jak sądzę, perspektywa rychłego wznowienia książki
w większym nakładzie wiąże się jednak, moim zdaniem,
z koniecznością skorygowania pewnych rażących usterek
i mankamentów, jakich niestety nie ustrzegł się jej autor. Prof. S.S. Nicieja znakomicie sprawdza się jako biografista i gawędziarz, ale najwyraźniej brakuje mu dobrej orientacji w pojęciach
i zagadnieniach z zakresu historii budownictwa obronnego. Tematyka ta, mimo głębokiego zaangażowania się w studiowanie historii zamków i twierdz kresowych, pozostaje mu ciągle
w dużym stopniu obca. Najpewniej z tego właśnie powodu, wbrew temu, co mógłby sugerować tytuł recenzowanej tu książki, zagadnienia z zakresu historii budownictwa obronnego w ścisłym tego słowa znaczeniu, zostały potraktowane przez niego w sposób nad wyraz zdawkowy i powierzchowny. Co gorsza, autor książki nie ustrzegł się również rażących błędów i nieścisłości.
Do najbardziej rażących nieporozumień należy zaliczyć konsekwentne używanie terminu “baszta” na określenie bastei, stanowiących charakterystyczny element obronnego założenia szeregu ważnych warowni kresowych. Basteje, podobnie jak stosowane nieco później bastiony, miały pewne cechy wspólne z basztami, a mianowicie były budowlami umożliwiającymi flankową obronę danego założenia obronnego (zamku, twierdzy, miasta itd.). Podobnie jak baszty, występowały one z linii murów obronnych (lub
z linii obwałowań), co dawało możliwość rażenia ewentualnego napastnika nie tylko od frontu,
ale także z boku. Basteje, budowane najczęściej na planie koła lub wieloboku, miały jednak zasadniczo odmienną formę niż typowe baszty - skuteczniej chroniącą przed ogniem artylerii nieprzyjacielskiej,
a zarazem umożliwiającą aktywne wykorzystanie własnej artylerii dla celów obronnych. Basteje były przeważnie niższe od baszt, a zarazem dużo bardziej od nich przestronne. W przypadku szczególnie okazałych założeń obronnych we wnętrzu bastei znajdowały się liczne stanowiska dla artylerii (działobitnie) i lżejszej broni palnej. Niekiedy stanowiska takie były rozmieszczone na więcej niż jednej kondygnacji, co sprawiało, że dana basteja była obiektem o ogromnej sile ognia.
Ogromne zalety bastejowego systemu obrony, dającego możliwość aktywnego wykorzystania artylerii dla celów obronnych, zostały w XVI w. szeroko wykorzystane przy budowie lub modernizacji licznych warowni kresowych, których głównym zadaniem było odpieranie nękających tamtejsze tereny częstych najazdów tatarskich. Według zasad tego systemu ufortyfikowane zostały m. in. zamki Brzeżanach, Buczaczu, Budzanowie, Dobromile, Jazłowcu, Klewaniu, Międzybożu, Mikulińcach, Paniowcach, Satanowie, Sidorowie
i Trembowli. Elementy bastejowego systemu obrony wykorzystano także w fortyfikacjach miejskich Lwowa i Żółkwi.
Szczególny przypadek zastosowania bastejowego systemu obrony stanowiły tzw. urządzenia angułowe, mające formę załamanej pod kątem
(w stronę przedpola) ściany, której każdy odcinek był flankowany przez sąsiednią basteję. Urządzenia takie zostały wykorzystane do ufortyfikowania
w zamków w Brzeżanach, Buczaczu, Sidorowie
i Trembowli.
Zagadnienia ten nie znalazły niestety żadnego odzwierciedlenia w książce prof. Nicieji, który pisząc z zamkach w Brzeżanach i Trembowli. konsekwentnie nazywa basteje basztami. Pisząc
o zamku w Buczaczu popełnia on jeszcze większe uchybienie, utrzymując, jakoby zamek ten swoim kształtem przypominał “trochę zamek w Kamieńcu Podolskim” (s. 44). W rzeczywistości zamek
w Buczaczu był typowym zamkiem bastejowym
z urządzeniem angułowym, flankowanym przez dwie masowne basteje, i nie może być w żaden sposób kojarzony z zamkiem w Kamieńcu Podolskim, którego obwód obronny współtworzą liczne baszty, pochodzące po części jeszcze
z okresu średniowiecza. Bardzo bliskie podobieństwo łączy natomiast zamek w Buczaczu z zamkami bastejowymi w Brzeżanach i Trembowli, a w pewnej mierze także z zamkiem w Jazłowcu,
o czym prof. Nicieja niestety nie wspomina.
W sposób daleki od gruntownej znajomości rzeczy prof. Nicieja wypowiada się także na temat obiektów reprezentujących bastionowy system obrony.
Stosowane od drugiej połowy XVI w. bastiony były dziełami fortyfikacyjnymi o funkcjach analogicznych do bastei, ale zapewniającymi pełniejszą obronę przedpola zamku, twierdzy czy miasta. Charakterystyczny kształt bastionów, zakładanych na planie czworoboku o starannie rozplanowanych kątach i długościach boków, eliminował tzw. pola martwe, które nie mogły być ostrzeliwane przez obrońców w przypadku zastosowania basztowego lub bastejowego systemu obrony. W związku z tym w XVII w., a po części również w następnym stuleciu, bastionowy system obrony był powszechnie wykorzystywany do obrony zamków, twierdz i miast, a także w różnego rodzaju fortyfikacjach polowych. Fortyfikacje typu bastionowego formowano także wokół niektórych dworów i pałaców, tworząc założenia typu palazzo in fortezza. Według zasad systemu bastionowego zostały ufortyfikowane m. in. zamki i twierdze
w Brodach, Czernelicy, Dubnie, Wiśniowcu, Zbarażu i Złoczowie. Poprzez dodanie nowożytnych fortyfikacji bastionowych unowocześniono starsze założenia obronne w Kamieńcu Podolskim i Chocimiu. Elementy systemu bastionowego wykorzystano dla unowocześnienia fortyfikacji miejskich Lwowa. Bastionowy system obrony wykorzystano także budując Okopy Świętej Trójcy - słynną twierdzę polską, założoną na polecenie Jana III Sobieskiego jako militarna przeciwwaga dla okupowanego ciągle (do 1699 r.) przez Turków zamku w Kamieńcu Podolskim. Najsłynniejszym przykładem założenia typu palazzo in fortezza był broniony przez fortyfikacje bastionowe pałac w Podhorcach.
Istniały też założenia o formach pośrednich między bastionowym a bastejowym i basztowym systemem obrony. Przykładem tego mogą być zamki
w Krzywczach, Potoku Złotym, Rychtach, Satanowie, Skałacie, Sutkowcach, Żółkwi
i Żwańcu.
Prof. Nicieja wspomina w swojej książce
o niektórych przypadkach zastosowania bastionowego systemu obrony, ale także w tym przypadku trudno polegać na podawanych przez niego informacjach. Najbardziej rażącym tego przykładem są jego informacje na temat Okopów Świętej Trójcy.
Twierdza ta została założona na wąskim przesmyku skalnym pomiędzy korytami dwóch rzek: Zbrucza i Dniestru. Obszar twierdzy został wyodrębniony poprzez uformowanie dwóch frontów bastionowych (o charakterze fortyfikacji ziemnych), którymi przecięto w poprzek przesmyk. Po stronie wschodniej powstał front bastionowy w formie tzw. dzieła koronowego, obejmującego jeden bastion oraz dwa półbastiony po jego bokach (całość przypominała kształtem koronę; stąd nazwa dzieła). Po stronie zachodnej natomiast powstał front bastionowy w formie tzw. dzieła rogowego lub rogów, obejmujący dwa półbastiony, połączone wałem kurtynowym (całość przypominała kształtem rogi). Dodatkową obronę zapewniały raweliny (zewnętrzne dzieła fortyfikacyjne na planie trójkąta) przed obiema bramami twierdzy. Tymczasem prof. Nicieja pisze: “Wystarczyło od strony zachodniej
i wschodniej wybudować kilkuset metrowy bastion z bramami wjazdowymi zaopatrzonymi w okna strzelnicze i tworzyła się naturalna, trudna do zdobycia forteca” (s.112). Autor książki najwyraźniej nie dostrzega różnicy pomiędzy bastionem (pojedynczym) a frontem bastionowym
z jego złożoną strukturą oraz poprzedzającym go rawelinem; nie zdaje sobie też sprawy z tego, że budowanie bastionu o wymiarach sięgających kilkuset metrów (?!) byłoby fortyfikacyjnym nonsensem, ponieważ budowla taka nie byłaby
w stanie spełniać normalnych funkcji bastionu jako dzieła przeznaczonego do obrony flankowej a nie czołowej.
Podobnego rodzaju nieporozumieniem jest użycie określenia “ogromny ziemny bastion” (s. 72) w odniesieniu do zbudowanego w XVII w. tzw. Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim, mającego w rzeczywistości charakter twierdzy bastionowej, bronionej przez fortyfikacje ziemne w formie dzieła rogowego.
W zestawieniu z przytoczonymi powyżej błędnymi informacjami na temat Okopów Świętej Trójcy i Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim już tylko drobnym uchybieniem może wydawać się brak wzmianki o umocnieniach bastionowych wokół pałacu w Podhorcach autor pisze w tym przypadku o takich elementach systemu obronnego jak fosa, place broni, stok forteczny, droga kryta, ale ani razu nie używa kluczowego terminu “bastion” (s. 130).
W tekście książki razi posługiwanie się przez autora określeniem “zamek obronny” (s. 43, 56) należącym do kategorii tautologicznych zbitek słownych, jakich nie powinno używać się w żadnych publikacjach o ambicjach popularnonaukowych (o publikacjach naukowych nie wspominając). W polskiej literaturze kastellologicznej pod pojęciem zamku zawsze rozumiemy budowlę obronną, w związku
z czym dodawanie przymiotnika “obronny” jest absolutnie bezcelowe, a nawet dezorientujące, bo sugeruje istnienie zamków nie mających charakteru obronnego. Inaczej jest w literaturze niemieckojęzycznej, gdzie termin “Schloß” może odnosić się zarówno do zamku jako budowli obronnej jak i do pałacu jako budowli pozbawionej cech obronnych. Polski termin “zamek” nie jest jednak dokładnym odpowiednikiem semantycznym niemieckiego terminu “Schloß”.
Podobnego rodzaju błędem jest pisanie
o “umocnieniach obronnych miasta” w Kamieńcu Podolskim w XIII w. (s.70). Wszelkiego rodzaju umocnienia mają z definicji charakter obronny i nie trzeba tego charakteru podkreślać przy pomocy przymiotnika.
Podwójnym nieporozumieniem terminologicznym
jest pisanie o wzniesieniu drewnianego “zamku obronnego” w Buczaczu w XII w. (s.43). Drewniane (czy raczej drewniano - ziemne) założenie obronne z XII w. można klasyfikować jako gród, a nie jako zamek. To samo można powiedzieć o XIII - wiecznym założeniu obronnym w Trembowli , które autor książki charakteryzuje nietrafnie jako drewniany zamek, otoczony wałami i ostrokołem
(s. 145). W tym ostatnim przypadku niewłaściwie posłużono się również terminem “ostrokół”, oznaczającym przeszkody terenowe w postaci zaostrzonych kołów, krzyżujących się ze sobą
w formie litery X. W przypadku, o który chodzi autorowi książki, adekwatny byłby termin “częstokół”, oznaczący proste umocnienie
w formie zaostrzonych kołów wbitych pionowo obok siebie.
Innym świadectwem nieznajomości pojęć
i zagadnień z zakresu budownictwa obronnego jest pisanie przy charakterystyce zamku w Buczaczu
o strzelnicach umieszczonych na murach. Chodzi to oczywiście o strzelnice w murach zamku.
Do tej samej kategorii uchybień należy zaliczyć użycie terminu “szaniec” w odniesieniu do twierdzy Okopy Świętej Trójcy (s. 112). We właściwym tego słowa znaczeniu szaniec to niewielka fortyfikacja polowa bądź też fortyfikacja doraźnie uformowana, względnie element takiego polowego lub doraźnie uformowanego założenia obronnego. Odnoszenie tego terminu do całej i bynajmniej nie małej twierdzy jest oczywistym nieporozumieniem.
Do błędów natury merytorycznej można zaliczyć informację o rzekomym zdobyciu Chocimia przez Turków w XVIII w. i późniejszym rozbudowaniu tej “twierdzy” (s.53). W rzeczywistości Chocim, leżący tuż za południowo - wschodnią granicą Rzeczypospolitej (na przeciwległym brzegu Dniestru), przechodził z rąk do rąk w okresie wojen polsko - tureckich, ale miało to miejsce w XVII a nie XVIII w. Ponadto w XVIII w. nie rozbudowano żadnej istniejącej dotychczas “twierdzy”
w Chocimiu, lecz wokół istniejącego wcześniej zamku zbudowano tzw. nową twierdzę
o charakterze ziemnych fortyfikacji bastionowych.
W książce poświęconej, zgodnie z brzmieniem
tytułu, obiektom obronnym razi generalnie ubóstwo
i nieścisłość informacji natury historyczno -
- architektonicznej. Prezentowane przez prof. Nicieję charakterystyki poszczególnych założeń obronnych są wyjątkowo zdawkowe lub też zupełnie ich brakuje, jak w przypadku Jazłowca. Nie mniej rażący jest zupełny brak planów i szkiców sytuacyjnych, bez których trudno jest uzmysłowić czytelnikowi, na czym polega fortyfikacyjna specyfika konkretnych zamków czy twierdz.
Należy ubolewać, że autor książki, jak wszystko na to wskazuje, nie zapoznał się dokładniej z łatwo dostępną literaturą na temat architektury zamków kresowych i ogólnie budownictwa obronnego w Polsce, jak chociażby album Tadeusza Polaka, Zamki na kresach (Warszawa 1997), czy klasyczna praca Janusza Bogdanowskiego, Architektura obronna w krajobrazie Polski (Warszawa - Kraków 1996). Wydane również w ostatnich kilkunastu latach książki zawierają ogromną ilość informacji na temat dawnego budownictwa obronnego na kresach, łącznie z odnośnym materiałem ikonograficznym,
i wystarczyło tylko po nie sięgnąć, by uniknąć rażących błędów i braków, jakimi jest obarczona książka prof. Nicieji (skądinąd bardzo interesująca). Źle się stało również, że prof. Nicieja nie zwrócił się o zrecenzowanie rękopisu książki do kogoś kompetentnego w zakresie historii budownictwa obronnego. Niestety jeszcze raz okazało się, że bycie autorytetem naukowym w jednej dziedzinie wiedzy nie gwarantuje automatycznie kompetencji w innych dziedzinach, co powinni zawsze mieć na względzie autorzy wszelkiego rodzaju prac interdyscyplinarnych.
Miejmy nadzieję, że przedstawione powyżej uwagi krytyczne przyczynią się do usunięcia błędów i braków, jakie wystąpiły w pierwszym wydaniu najnowszej książki prof. Nicieji. Piszę to bez żadnych złośliwych czy ironicznych podtekstów, powodowany szczerym przekonaniem, że książka ta zasługuje na drugie wydanie - poprawione i uzupełnione.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbigniew Bereszyński

Dołączył: 29 Lis 2006 Posty: 0
|
Wysłany: Wto Wrz 02, 2008 23:47 Temat postu: Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biogra |
|
|
ciąg dalszy recenzji
Podobnie jak baszty, występowały one z linii murów obronnych (lub z linii obwałowań), co dawało możliwość rażenia ewentualnego napastnika nie tylko od frontu,
ale także z boku. Basteje, budowane najczęściej na planie koła lub wieloboku, miały jednak zasadniczo odmienną formę niż typowe baszty - skuteczniej chroniącą przed ogniem artylerii nieprzyjacielskiej, a zarazem umożliwiającą aktywne wykorzystanie własnej artylerii dla celów obronnych. Basteje były przeważnie niższe od baszt, a zarazem dużo bardziej od nich przestronne. W przypadku szczególnie okazałych założeń obronnych we wnętrzu bastei znajdowały się liczne stanowiska dla artylerii (działobitnie) i lżejszej broni palnej. Niekiedy stanowiska takie były rozmieszczone na więcej niż jednej kondygnacji, co sprawiało, że dana basteja była obiektem o ogromnej sile ognia.
Ogromne zalety bastejowego systemu obrony, dającego możliwość aktywnego wykorzystania artylerii dla celów obronnych, zostały w XVI w. szeroko wykorzystane przy budowie lub modernizacji licznych warowni kresowych, których głównym zadaniem było odpieranie nękających tamtejsze tereny częstych najazdów tatarskich. Według zasad tego systemu ufortyfikowane zostały m. in. zamki Brzeżanach, Buczaczu, Budzanowie, Dobromile, Jazłowcu, Klewaniu, Międzybożu, Mikulińcach, Paniowcach, Satanowie, Sidorowie i Trembowli. Elementy bastejowego systemu obrony wykorzystano także
w fortyfikacjach miejskich Lwowa i Żółkwi.
Szczególny przypadek zastosowania bastejowego systemu obrony stanowiły tzw. urządzenia angułowe, mające formę załamanej pod kątem (w stronę przedpola) ściany, której każdy odcinek był flankowany przez sąsiednią basteję. Urządzenia takie zostały wykorzystane do ufortyfikowania w zamków
w Brzeżanach, Buczaczu, Sidorowie i Trembowli.
Zagadnienia ten nie znalazły niestety żadnego odzwierciedlenia w książce prof. Nicieji, który pisząc
z zamkach w Brzeżanach i Trembowli. konsekwentnie nazywa basteje basztami. Pisząc o zamku w Buczaczu popełnia on jeszcze większe uchybienie, utrzymując, jakoby zamek ten swoim kształtem przypominał “trochę zamek w Kamieńcu Podolskim” (s. 44). W rzeczywistości zamek w Buczaczu był typowym zamkiem bastejowym z urządzeniem angułowym, flankowanym przez dwie masowne basteje, i nie może być
w żaden sposób kojarzony z zamkiem w Kamieńcu Podolskim, którego obwód obronny współtworzą liczne baszty, pochodzące po części jeszcze z okresu średniowiecza. Bardzo bliskie podobieństwo łączy natomiast zamek w Buczaczu z zamkami bastejowymi w Brzeżanach i Trembowli, a w pewnej mierze także z zamkiem w Jazłowcu, o czym prof. Nicieja niestety nie wspomina.
W sposób daleki od gruntownej znajomości rzeczy prof. Nicieja wypowiada się także na temat obiektów reprezentujących bastionowy system obrony.
Stosowane od drugiej połowy XVI w. bastiony były dziełami fortyfikacyjnymi o funkcjach analogicznych do bastei, ale zapewniającymi pełniejszą obronę przedpola zamku, twierdzy czy miasta. Charakterystyczny kształt bastionów, zakładanych na planie czworoboku o starannie rozplanowanych kątach
i długościach boków, eliminował tzw. pola martwe, które
nie mogły być ostrzeliwane przez obrońców w przypadku zastosowania basztowego lub bastejowego systemu obrony.
W związku z tym w XVII w., a po części również w następnym stuleciu, bastionowy system obrony był powszechnie wykorzystywany do obrony zamków, twierdz i miast, a także
w różnego rodzaju fortyfikacjach polowych. Fortyfikacje typu bastionowego formowano także wokół niektórych dworów i pałaców, tworząc założenia typu palazzo in fortezza. Według zasad systemu bastionowego zostały ufortyfikowane m. in. zamki i twierdze w Brodach, Czernelicy, Dubnie, Wiśniowcu, Zbarażu i Złoczowie. Poprzez dodanie nowożytnych fortyfikacji bastionowych unowocześniono starsze założenia obronne w Kamieńcu Podolskim i Chocimiu. Elementy systemu bastionowego wykorzystano dla unowocześnienia fortyfikacji miejskich Lwowa. Bastionowy system obrony wykorzystano także budując Okopy Świętej Trójcy - słynną twierdzę polską, założoną na polecenie Jana III Sobieskiego jako militarna przeciwwaga dla okupowanego ciągle (do 1699 r.) przez Turków zamku w Kamieńcu Podolskim. Najsłynniejszym przykładem założenia typu palazzo in fortezza był broniony przez fortyfikacje bastionowe pałac w Podhorcach.
Istniały też założenia o formach pośrednich między bastionowym a bastejowym i basztowym systemem obrony. Przykładem tego mogą być zamki w Krzywczach, Potoku Złotym, Rychtach, Satanowie, Skałacie, Sutkowcach, Żółkwi i Żwańcu.
Prof. Nicieja wspomina w swojej książce o niektórych przypadkach zastosowania bastionowego systemu obrony, ale także w tym przypadku trudno polegać na podawanych przez niego informacjach. Najbardziej rażącym tego przykładem są jego informacje na temat Okopów Świętej Trójcy.
Twierdza ta została założona na wąskim przesmyku skalnym pomiędzy korytami dwóch rzek: Zbrucza i Dniestru. Obszar twierdzy został wyodrębniony poprzez uformowanie dwóch frontów bastionowych (o charakterze fortyfikacji ziemnych), którymi przecięto w poprzek przesmyk. Po stronie wschodniej powstał front bastionowy w formie tzw. dzieła koronowego, obejmującego jeden bastion oraz dwa półbastiony po jego bokach (całość przypominała kształtem koronę; stąd nazwa dzieła). Po stronie zachodnej natomiast powstał front bastionowy w formie tzw. dzieła rogowego lub rogów, obejmujący dwa półbastiony, połączone wałem kurtynowym (całość przypominała kształtem rogi). Dodatkową obronę zapewniały raweliny (zewnętrzne dzieła fortyfikacyjne na planie trójkąta) przed obiema bramami twierdzy. Tymczasem prof. Nicieja pisze: “Wystarczyło od strony zachodniej
i wschodniej wybudować kilkuset metrowy bastion z bramami wjazdowymi zaopatrzonymi w okna strzelnicze i tworzyła się naturalna, trudna do zdobycia forteca” (s.112). Autor książki najwyraźniej nie dostrzega różnicy pomiędzy bastionem (pojedynczym) a frontem bastionowym z jego złożoną strukturą oraz poprzedzającym go rawelinem; nie zdaje sobie też sprawy z tego, że budowanie bastionu o wymiarach sięgających kilkuset metrów (?!) byłoby fortyfikacyjnym nonsensem, ponieważ budowla taka nie byłaby w stanie spełniać normalnych funkcji bastionu jako dzieła przeznaczonego do obrony flankowej a nie czołowej.
Podobnego rodzaju nieporozumieniem jest użycie określenia “ogromny ziemny bastion” (s. 72) w odniesieniu do zbudowanego w XVII w. tzw. Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim, mającego w rzeczywistości charakter twierdzy bastionowej, bronionej przez fortyfikacje ziemne w formie dzieła rogowego.
W zestawieniu z przytoczonymi powyżej błędnymi informacjami na temat Okopów Świętej Trójcy i Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim już tylko drobnym uchybieniem może wydawać się brak wzmianki o umocnieniach bastionowych wokół pałacu
w Podhorcach autor pisze w tym przypadku o takich elementach systemu obronnego jak fosa, place broni, stok forteczny, droga kryta, ale ani razu nie używa kluczowego terminu “bastion” (s. 130).
W tekście książki razi posługiwanie się przez autora określeniem “zamek obronny” (s. 43, 56) należącym do kategorii tautologicznych zbitek słownych, jakich nie powinno używać się w żadnych publikacjach o ambicjach popularnonaukowych (o publikacjach naukowych nie wspominając). W polskiej literaturze kastellologicznej pod pojęciem zamku zawsze rozumiemy budowlę obronną, w związku
z czym dodawanie przymiotnika “obronny” jest absolutnie bezcelowe, a nawet dezorientujące, bo sugeruje istnienie zamków nie mających charakteru obronnego. Inaczej jest
w literaturze niemieckojęzycznej, gdzie termin “Schloß” może odnosić się zarówno do zamku jako budowli obronnej jak i do pałacu jako budowli pozbawionej cech obronnych. Polski termin “zamek” nie jest jednak dokładnym odpowiednikiem semantycznym niemieckiego terminu “Schloß”.
Podobnego rodzaju błędem jest pisanie o “umocnieniach obronnych miasta” w Kamieńcu Podolskim w XIII w. (s.70). Wszelkiego rodzaju umocnienia mają z definicji charakter obronny i nie trzeba tego charakteru podkreślać przy pomocy przymiotnika.
Podwójnym nieporozumieniem terminologicznym jest pisanie
o wzniesieniu drewnianego “zamku obronnego” w Buczaczu
w XII w. (s.43). Drewniane (czy raczej drewniano - ziemne) założenie obronne z XII w. można klasyfikować jako gród,
a nie jako zamek. To samo można powiedzieć o XIII - wiecznym założeniu obronnym w Trembowli , które autor książki charakteryzuje nietrafnie jako drewniany zamek, otoczony wałami i ostrokołem (s. 145). W tym ostatnim przypadku niewłaściwie posłużono się również terminem “ostrokół”, oznaczającym przeszkody terenowe w postaci zaostrzonych kołów, krzyżujących się ze sobą w formie litery X.
W przypadku, o który chodzi autorowi książki, adekwatny byłby termin “częstokół”, oznaczący proste umocnienie
w formie zaostrzonych kołów wbitych pionowo obok siebie.
Innym świadectwem nieznajomości pojęć i zagadnień
z zakresu budownictwa obronnego jest pisanie przy charakterystyce zamku w Buczaczu o strzelnicach umieszczonych na murach. Chodzi to oczywiście
o strzelnice w murach zamku.
Do tej samej kategorii uchybień należy zaliczyć użycie terminu “szaniec” w odniesieniu do twierdzy Okopy Świętej Trójcy (s. 112). We właściwym tego słowa znaczeniu szaniec to niewielka fortyfikacja polowa bądź też fortyfikacja doraźnie uformowana, względnie element takiego polowego lub doraźnie uformowanego założenia obronnego. Odnoszenie tego terminu do całej i bynajmniej nie małej twierdzy jest oczywistym nieporozumieniem.
Do błędów natury merytorycznej można zaliczyć informację
o rzekomym zdobyciu Chocimia przez Turków w XVIII w.
i późniejszym rozbudowaniu tej “twierdzy” (s.53).
W rzeczywistości Chocim, leżący tuż za południowo - wschodnią granicą Rzeczypospolitej (na przeciwległym brzegu Dniestru), przechodził z rąk do rąk w okresie wojen polsko - tureckich, ale miało to miejsce w XVII a nie XVIII w. Ponadto w XVIII w. nie rozbudowano żadnej istniejącej dotychczas “twierdzy”
w Chocimiu, lecz wokół istniejącego wcześniej zamku zbudowano tzw. nową twierdzę o charakterze ziemnych fortyfikacji bastionowych.
W książce poświęconej, zgodnie z brzmieniem
tytułu, obiektom obronnym razi generalnie ubóstwo
i nieścisłość informacji natury historyczno -
- architektonicznej. Prezentowane przez prof. Nicieję charakterystyki poszczególnych założeń obronnych są wyjątkowo zdawkowe lub też zupełnie ich brakuje, jak
w przypadku Jazłowca. Nie mniej rażący jest zupełny brak planów i szkiców sytuacyjnych, bez których trudno jest uzmysłowić czytelnikowi, na czym polega fortyfikacyjna specyfika konkretnych zamków czy twierdz.
Należy ubolewać, że autor książki, jak wszystko na to wskazuje, nie zapoznał się dokładniej z łatwo dostępną literaturą na temat architektury zamków kresowych
i ogólnie budownictwa obronnego w Polsce, jak chociażby album Tadeusza Polaka, Zamki na kresach (Warszawa 1997), czy klasyczna praca Janusza Bogdanowskiego, Architektura obronna w krajobrazie Polski (Warszawa - Kraków 1996). Wydane również
w ostatnich kilkunastu latach książki zawierają ogromną ilość informacji na temat dawnego budownictwa obronnego na kresach, łącznie z odnośnym materiałem ikonograficznym,
i wystarczyło tylko po nie sięgnąć, by uniknąć rażących błędów i braków, jakimi jest obarczona książka prof. Nicieji (skądinąd bardzo interesująca). Źle się stało również, że prof. Nicieja nie zwrócił się o zrecenzowanie rękopisu książki do kogoś kompetentnego w zakresie historii budownictwa obronnego. Niestety jeszcze raz okazało się, że bycie autorytetem naukowym w jednej dziedzinie wiedzy nie gwarantuje automatycznie kompetencji w innych dziedzinach, co powinni zawsze mieć na względzie autorzy wszelkiego rodzaju prac interdyscyplinarnych.
Miejmy nadzieję, że przedstawione powyżej uwagi krytyczne przyczynią się do usunięcia błędów i braków, jakie wystąpiły w pierwszym wydaniu najnowszej książki prof. Nicieji. Piszę to bez żadnych złośliwych czy ironicznych podtekstów, powodowany szczerym przekonaniem, że książka ta zasługuje
na drugie wydanie - poprawione i uzupełnione.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbigniew Bereszyński

Dołączył: 29 Lis 2006 Posty: 0
|
Wysłany: Wto Wrz 02, 2008 23:47 Temat postu: Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biogra |
|
|
ciąg dalszy recenzji
W rzeczywistości zamek w Buczaczu był typowym zamkiem bastejowym z urządzeniem angułowym, flankowanym przez dwie masowne basteje, i nie może być w żaden sposób kojarzony z zamkiem w Kamieńcu Podolskim, którego obwód obronny współtworzą liczne baszty, pochodzące po części jeszcze z okresu średniowiecza. Bardzo bliskie podobieństwo łączy natomiast zamek w Buczaczu z zamkami bastejowymi w Brzeżanach i Trembowli, a w pewnej mierze także z zamkiem w Jazłowcu, o czym prof. Nicieja niestety nie wspomina.
W sposób daleki od gruntownej znajomości rzeczy prof. Nicieja wypowiada się także na temat obiektów reprezentujących bastionowy system obrony.
Stosowane od drugiej połowy XVI w. bastiony były dziełami fortyfikacyjnymi o funkcjach analogicznych do bastei, ale zapewniającymi pełniejszą obronę przedpola zamku, twierdzy czy miasta. Charakterystyczny kształt bastionów, zakładanych na planie czworoboku o starannie rozplanowanych kątach i długościach boków, eliminował tzw. pola martwe, które nie mogły być ostrzeliwane przez obrońców w przypadku zastosowania basztowego lub bastejowego systemu obrony.
W związku z tym w XVII w., a po części również w następnym stuleciu, bastionowy system obrony był powszechnie wykorzystywany do obrony zamków, twierdz i miast, a także
w różnego rodzaju fortyfikacjach polowych. Fortyfikacje typu bastionowego formowano także wokół niektórych dworów i pałaców, tworząc założenia typu palazzo in fortezza. Według zasad systemu bastionowego zostały ufortyfikowane m. in. zamki i twierdze w Brodach, Czernelicy, Dubnie, Wiśniowcu, Zbarażu i Złoczowie. Poprzez dodanie nowożytnych fortyfikacji bastionowych unowocześniono starsze założenia obronne w Kamieńcu Podolskim i Chocimiu. Elementy systemu bastionowego wykorzystano dla unowocześnienia fortyfikacji miejskich Lwowa. Bastionowy system obrony wykorzystano także budując Okopy Świętej Trójcy - słynną twierdzę polską, założoną na polecenie Jana III Sobieskiego jako militarna przeciwwaga dla okupowanego ciągle (do 1699 r.) przez Turków zamku w Kamieńcu Podolskim. Najsłynniejszym przykładem założenia typu palazzo in fortezza był broniony przez fortyfikacje bastionowe pałac w Podhorcach.
Istniały też założenia o formach pośrednich między bastionowym a bastejowym i basztowym systemem obrony. Przykładem tego mogą być zamki w Krzywczach, Potoku Złotym, Rychtach, Satanowie, Skałacie, Sutkowcach, Żółkwi i Żwańcu.
Prof. Nicieja wspomina w swojej książce o niektórych przypadkach zastosowania bastionowego systemu obrony, ale także w tym przypadku trudno polegać na podawanych przez niego informacjach. Najbardziej rażącym tego przykładem są jego informacje na temat Okopów Świętej Trójcy.
Twierdza ta została założona na wąskim przesmyku skalnym pomiędzy korytami dwóch rzek: Zbrucza i Dniestru. Obszar twierdzy został wyodrębniony poprzez uformowanie dwóch frontów bastionowych (o charakterze fortyfikacji ziemnych), którymi przecięto w poprzek przesmyk. Po stronie wschodniej powstał front bastionowy w formie tzw. dzieła koronowego, obejmującego jeden bastion oraz dwa półbastiony po jego bokach (całość przypominała kształtem koronę; stąd nazwa dzieła). Po stronie zachodnej natomiast powstał front bastionowy w formie tzw. dzieła rogowego lub rogów, obejmujący dwa półbastiony, połączone wałem kurtynowym (całość przypominała kształtem rogi). Dodatkową obronę zapewniały raweliny (zewnętrzne dzieła fortyfikacyjne na planie trójkąta) przed obiema bramami twierdzy. Tymczasem prof. Nicieja pisze: “Wystarczyło od strony zachodniej
i wschodniej wybudować kilkuset metrowy bastion z bramami wjazdowymi zaopatrzonymi w okna strzelnicze i tworzyła się naturalna, trudna do zdobycia forteca” (s.112). Autor książki najwyraźniej nie dostrzega różnicy pomiędzy bastionem (pojedynczym) a frontem bastionowym z jego złożoną strukturą oraz poprzedzającym go rawelinem; nie zdaje sobie też sprawy z tego, że budowanie bastionu o wymiarach sięgających kilkuset metrów (?!) byłoby fortyfikacyjnym nonsensem, ponieważ budowla taka nie byłaby w stanie spełniać normalnych funkcji bastionu jako dzieła przeznaczonego do obrony flankowej a nie czołowej.
Podobnego rodzaju nieporozumieniem jest użycie określenia “ogromny ziemny bastion” (s. 72) w odniesieniu do zbudowanego w XVII w. tzw. Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim, mającego w rzeczywistości charakter twierdzy bastionowej, bronionej przez fortyfikacje ziemne w formie dzieła rogowego.
W zestawieniu z przytoczonymi powyżej błędnymi informacjami na temat Okopów Świętej Trójcy i Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim już tylko drobnym uchybieniem może wydawać się brak wzmianki o umocnieniach bastionowych wokół pałacu
w Podhorcach autor pisze w tym przypadku o takich elementach systemu obronnego jak fosa, place broni, stok forteczny, droga kryta, ale ani razu nie używa kluczowego terminu “bastion” (s. 130).
W tekście książki razi posługiwanie się przez autora określeniem “zamek obronny” (s. 43, 56) należącym do kategorii tautologicznych zbitek słownych, jakich nie powinno używać się w żadnych publikacjach o ambicjach popularnonaukowych (o publikacjach naukowych nie wspominając). W polskiej literaturze kastellologicznej pod pojęciem zamku zawsze rozumiemy budowlę obronną, w związku
z czym dodawanie przymiotnika “obronny” jest absolutnie bezcelowe, a nawet dezorientujące, bo sugeruje istnienie zamków nie mających charakteru obronnego. Inaczej jest
w literaturze niemieckojęzycznej, gdzie termin “Schloß” może odnosić się zarówno do zamku jako budowli obronnej jak i do pałacu jako budowli pozbawionej cech obronnych. Polski termin “zamek” nie jest jednak dokładnym odpowiednikiem semantycznym niemieckiego terminu “Schloß”.
Podobnego rodzaju błędem jest pisanie o “umocnieniach obronnych miasta” w Kamieńcu Podolskim w XIII w. (s.70). Wszelkiego rodzaju umocnienia mają z definicji charakter obronny i nie trzeba tego charakteru podkreślać przy pomocy przymiotnika.
Podwójnym nieporozumieniem terminologicznym jest pisanie
o wzniesieniu drewnianego “zamku obronnego” w Buczaczu
w XII w. (s.43). Drewniane (czy raczej drewniano - ziemne) założenie obronne z XII w. można klasyfikować jako gród,
a nie jako zamek. To samo można powiedzieć o XIII - wiecznym założeniu obronnym w Trembowli , które autor książki charakteryzuje nietrafnie jako drewniany zamek, otoczony wałami i ostrokołem (s. 145). W tym ostatnim przypadku niewłaściwie posłużono się również terminem “ostrokół”, oznaczającym przeszkody terenowe w postaci zaostrzonych kołów, krzyżujących się ze sobą w formie litery X.
W przypadku, o który chodzi autorowi książki, adekwatny byłby termin “częstokół”, oznaczący proste umocnienie
w formie zaostrzonych kołów wbitych pionowo obok siebie.
Innym świadectwem nieznajomości pojęć i zagadnień
z zakresu budownictwa obronnego jest pisanie przy charakterystyce zamku w Buczaczu o strzelnicach umieszczonych na murach. Chodzi to oczywiście
o strzelnice w murach zamku.
Do tej samej kategorii uchybień należy zaliczyć użycie terminu “szaniec” w odniesieniu do twierdzy Okopy Świętej Trójcy (s. 112). We właściwym tego słowa znaczeniu szaniec to niewielka fortyfikacja polowa bądź też fortyfikacja doraźnie uformowana, względnie element takiego polowego lub doraźnie uformowanego założenia obronnego. Odnoszenie tego terminu do całej i bynajmniej nie małej twierdzy jest oczywistym nieporozumieniem.
Do błędów natury merytorycznej można zaliczyć informację
o rzekomym zdobyciu Chocimia przez Turków w XVIII w.
i późniejszym rozbudowaniu tej “twierdzy” (s.53).
W rzeczywistości Chocim, leżący tuż za południowo - wschodnią granicą Rzeczypospolitej (na przeciwległym brzegu Dniestru), przechodził z rąk do rąk w okresie wojen polsko - tureckich, ale miało to miejsce w XVII a nie XVIII w. Ponadto w XVIII w. nie rozbudowano żadnej istniejącej dotychczas “twierdzy”
w Chocimiu, lecz wokół istniejącego wcześniej zamku zbudowano tzw. nową twierdzę o charakterze ziemnych fortyfikacji bastionowych.
W książce poświęconej, zgodnie z brzmieniem
tytułu, obiektom obronnym razi generalnie ubóstwo
i nieścisłość informacji natury historyczno -
- architektonicznej. Prezentowane przez prof. Nicieję charakterystyki poszczególnych założeń obronnych są wyjątkowo zdawkowe lub też zupełnie ich brakuje, jak
w przypadku Jazłowca. Nie mniej rażący jest zupełny brak planów i szkiców sytuacyjnych, bez których trudno jest uzmysłowić czytelnikowi, na czym polega fortyfikacyjna specyfika konkretnych zamków czy twierdz.
Należy ubolewać, że autor książki, jak wszystko na to wskazuje, nie zapoznał się dokładniej z łatwo dostępną literaturą na temat architektury zamków kresowych
i ogólnie budownictwa obronnego w Polsce, jak chociażby album Tadeusza Polaka, Zamki na kresach (Warszawa 1997), czy klasyczna praca Janusza Bogdanowskiego, Architektura obronna w krajobrazie Polski (Warszawa - Kraków 1996). Wydane również
w ostatnich kilkunastu latach książki zawierają ogromną ilość informacji na temat dawnego budownictwa obronnego na kresach, łącznie z odnośnym materiałem ikonograficznym,
i wystarczyło tylko po nie sięgnąć, by uniknąć rażących błędów i braków, jakimi jest obarczona książka prof. Nicieji (skądinąd bardzo interesująca). Źle się stało również, że prof. Nicieja nie zwrócił się o zrecenzowanie rękopisu książki do kogoś kompetentnego w zakresie historii budownictwa obronnego. Niestety jeszcze raz okazało się, że bycie autorytetem naukowym w jednej dziedzinie wiedzy nie gwarantuje automatycznie kompetencji w innych dziedzinach, co powinni zawsze mieć na względzie autorzy wszelkiego rodzaju prac interdyscyplinarnych.
Miejmy nadzieję, że przedstawione powyżej uwagi krytyczne przyczynią się do usunięcia błędów i braków, jakie wystąpiły w pierwszym wydaniu najnowszej książki prof. Nicieji. Piszę to bez żadnych złośliwych czy ironicznych podtekstów, powodowany szczerym przekonaniem, że książka ta zasługuje
na drugie wydanie - poprawione i uzupełnione.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbigniew Bereszyński

Dołączył: 29 Lis 2006 Posty: 0
|
Wysłany: Wto Wrz 02, 2008 23:47 Temat postu: Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biogra |
|
|
ciąg dalszy recenzji
Istniały też założenia o formach pośrednich między bastionowym a bastejowym i basztowym systemem obrony. Przykładem tego mogą być zamki w Krzywczach, Potoku Złotym, Rychtach, Satanowie, Skałacie, Sutkowcach, Żółkwi i Żwańcu.
Prof. Nicieja wspomina w swojej książce o niektórych przypadkach zastosowania bastionowego systemu obrony, ale także w tym przypadku trudno polegać na podawanych przez niego informacjach. Najbardziej rażącym tego przykładem są jego informacje na temat Okopów Świętej Trójcy.
Twierdza ta została założona na wąskim przesmyku skalnym pomiędzy korytami dwóch rzek: Zbrucza i Dniestru. Obszar twierdzy został wyodrębniony poprzez uformowanie dwóch frontów bastionowych (o charakterze fortyfikacji ziemnych), którymi przecięto w poprzek przesmyk. Po stronie wschodniej powstał front bastionowy w formie tzw. dzieła koronowego, obejmującego jeden bastion oraz dwa półbastiony po jego bokach (całość przypominała kształtem koronę; stąd nazwa dzieła). Po stronie zachodnej natomiast powstał front bastionowy w formie tzw. dzieła rogowego lub rogów, obejmujący dwa półbastiony, połączone wałem kurtynowym (całość przypominała kształtem rogi). Dodatkową obronę zapewniały raweliny (zewnętrzne dzieła fortyfikacyjne na planie trójkąta) przed obiema bramami twierdzy. Tymczasem prof. Nicieja pisze: “Wystarczyło od strony zachodniej
i wschodniej wybudować kilkuset metrowy bastion z bramami wjazdowymi zaopatrzonymi w okna strzelnicze i tworzyła się naturalna, trudna do zdobycia forteca” (s.112). Autor książki najwyraźniej nie dostrzega różnicy pomiędzy bastionem (pojedynczym) a frontem bastionowym z jego złożoną strukturą oraz poprzedzającym go rawelinem; nie zdaje sobie też sprawy z tego, że budowanie bastionu o wymiarach sięgających kilkuset metrów (?!) byłoby fortyfikacyjnym nonsensem, ponieważ budowla taka nie byłaby w stanie spełniać normalnych funkcji bastionu jako dzieła przeznaczonego do obrony flankowej a nie czołowej.
Podobnego rodzaju nieporozumieniem jest użycie określenia “ogromny ziemny bastion” (s. 72) w odniesieniu do zbudowanego w XVII w. tzw. Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim, mającego w rzeczywistości charakter twierdzy bastionowej, bronionej przez fortyfikacje ziemne w formie dzieła rogowego.
W zestawieniu z przytoczonymi powyżej błędnymi informacjami na temat Okopów Świętej Trójcy i Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim już tylko drobnym uchybieniem może wydawać się brak wzmianki o umocnieniach bastionowych wokół pałacu
w Podhorcach autor pisze w tym przypadku o takich elementach systemu obronnego jak fosa, place broni, stok forteczny, droga kryta, ale ani razu nie używa kluczowego terminu “bastion” (s. 130).
W tekście książki razi posługiwanie się przez autora określeniem “zamek obronny” (s. 43, 56) należącym do kategorii tautologicznych zbitek słownych, jakich nie powinno używać się w żadnych publikacjach o ambicjach popularnonaukowych (o publikacjach naukowych nie wspominając). W polskiej literaturze kastellologicznej pod pojęciem zamku zawsze rozumiemy budowlę obronną, w związku
z czym dodawanie przymiotnika “obronny” jest absolutnie bezcelowe, a nawet dezorientujące, bo sugeruje istnienie zamków nie mających charakteru obronnego. Inaczej jest
w literaturze niemieckojęzycznej, gdzie termin “Schloß” może odnosić się zarówno do zamku jako budowli obronnej jak i do pałacu jako budowli pozbawionej cech obronnych. Polski termin “zamek” nie jest jednak dokładnym odpowiednikiem semantycznym niemieckiego terminu “Schloß”.
Podobnego rodzaju błędem jest pisanie o “umocnieniach obronnych miasta” w Kamieńcu Podolskim w XIII w. (s.70). Wszelkiego rodzaju umocnienia mają z definicji charakter obronny i nie trzeba tego charakteru podkreślać przy pomocy przymiotnika.
Podwójnym nieporozumieniem terminologicznym jest pisanie
o wzniesieniu drewnianego “zamku obronnego” w Buczaczu
w XII w. (s.43). Drewniane (czy raczej drewniano - ziemne) założenie obronne z XII w. można klasyfikować jako gród,
a nie jako zamek. To samo można powiedzieć o XIII - wiecznym założeniu obronnym w Trembowli , które autor książki charakteryzuje nietrafnie jako drewniany zamek, otoczony wałami i ostrokołem (s. 145). W tym ostatnim przypadku niewłaściwie posłużono się również terminem “ostrokół”, oznaczającym przeszkody terenowe w postaci zaostrzonych kołów, krzyżujących się ze sobą w formie litery X.
W przypadku, o który chodzi autorowi książki, adekwatny byłby termin “częstokół”, oznaczący proste umocnienie
w formie zaostrzonych kołów wbitych pionowo obok siebie.
Innym świadectwem nieznajomości pojęć i zagadnień
z zakresu budownictwa obronnego jest pisanie przy charakterystyce zamku w Buczaczu o strzelnicach umieszczonych na murach. Chodzi to oczywiście
o strzelnice w murach zamku.
Do tej samej kategorii uchybień należy zaliczyć użycie terminu “szaniec” w odniesieniu do twierdzy Okopy Świętej Trójcy (s. 112). We właściwym tego słowa znaczeniu szaniec to niewielka fortyfikacja polowa bądź też fortyfikacja doraźnie uformowana, względnie element takiego polowego lub doraźnie uformowanego założenia obronnego. Odnoszenie tego terminu do całej i bynajmniej nie małej twierdzy jest oczywistym nieporozumieniem.
Do błędów natury merytorycznej można zaliczyć informację
o rzekomym zdobyciu Chocimia przez Turków w XVIII w.
i późniejszym rozbudowaniu tej “twierdzy” (s.53).
W rzeczywistości Chocim, leżący tuż za południowo - wschodnią granicą Rzeczypospolitej (na przeciwległym brzegu Dniestru), przechodził z rąk do rąk w okresie wojen polsko - tureckich, ale miało to miejsce w XVII a nie XVIII w. Ponadto w XVIII w. nie rozbudowano żadnej istniejącej dotychczas “twierdzy”
w Chocimiu, lecz wokół istniejącego wcześniej zamku zbudowano tzw. nową twierdzę o charakterze ziemnych fortyfikacji bastionowych.
W książce poświęconej, zgodnie z brzmieniem
tytułu, obiektom obronnym razi generalnie ubóstwo
i nieścisłość informacji natury historyczno -
- architektonicznej. Prezentowane przez prof. Nicieję charakterystyki poszczególnych założeń obronnych są wyjątkowo zdawkowe lub też zupełnie ich brakuje, jak
w przypadku Jazłowca. Nie mniej rażący jest zupełny brak planów i szkiców sytuacyjnych, bez których trudno jest uzmysłowić czytelnikowi, na czym polega fortyfikacyjna specyfika konkretnych zamków czy twierdz.
Należy ubolewać, że autor książki, jak wszystko na to wskazuje, nie zapoznał się dokładniej z łatwo dostępną literaturą na temat architektury zamków kresowych
i ogólnie budownictwa obronnego w Polsce, jak chociażby album Tadeusza Polaka, Zamki na kresach (Warszawa 1997), czy klasyczna praca Janusza Bogdanowskiego, Architektura obronna w krajobrazie Polski (Warszawa - Kraków 1996). Wydane również
w ostatnich kilkunastu latach książki zawierają ogromną ilość informacji na temat dawnego budownictwa obronnego na kresach, łącznie z odnośnym materiałem ikonograficznym,
i wystarczyło tylko po nie sięgnąć, by uniknąć rażących błędów i braków, jakimi jest obarczona książka prof. Nicieji (skądinąd bardzo interesująca). Źle się stało również, że prof. Nicieja nie zwrócił się o zrecenzowanie rękopisu książki do kogoś kompetentnego w zakresie historii budownictwa obronnego. Niestety jeszcze raz okazało się, że bycie autorytetem naukowym w jednej dziedzinie wiedzy nie gwarantuje automatycznie kompetencji w innych dziedzinach, co powinni zawsze mieć na względzie autorzy wszelkiego rodzaju prac interdyscyplinarnych.
Miejmy nadzieję, że przedstawione powyżej uwagi krytyczne przyczynią się do usunięcia błędów i braków, jakie wystąpiły w pierwszym wydaniu najnowszej książki prof. Nicieji. Piszę to bez żadnych złośliwych czy ironicznych podtekstów, powodowany szczerym przekonaniem, że książka ta zasługuje
na drugie wydanie - poprawione i uzupełnione.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbigniew Bereszyński

Dołączył: 29 Lis 2006 Posty: 0
|
Wysłany: Wto Wrz 02, 2008 23:47 Temat postu: Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biogra |
|
|
ciąg dalszy recenzji
Podobnego rodzaju nieporozumieniem jest użycie określenia “ogromny ziemny bastion” (s. 72) w odniesieniu do zbudowanego w XVII w. tzw. Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim, mającego w rzeczywistości charakter twierdzy bastionowej, bronionej przez fortyfikacje ziemne w formie dzieła rogowego.
W zestawieniu z przytoczonymi powyżej błędnymi informacjami na temat Okopów Świętej Trójcy i Nowego Zamku w Kamieńcu Podolskim już tylko drobnym uchybieniem może wydawać się brak wzmianki o umocnieniach bastionowych wokół pałacu
w Podhorcach autor pisze w tym przypadku o takich elementach systemu obronnego jak fosa, place broni, stok forteczny, droga kryta, ale ani razu nie używa kluczowego terminu “bastion” (s. 130).
W tekście książki razi posługiwanie się przez autora określeniem “zamek obronny” (s. 43, 56) należącym do kategorii tautologicznych zbitek słownych, jakich nie powinno używać się w żadnych publikacjach o ambicjach popularnonaukowych (o publikacjach naukowych nie wspominając). W polskiej literaturze kastellologicznej pod pojęciem zamku zawsze rozumiemy budowlę obronną, w związku
z czym dodawanie przymiotnika “obronny” jest absolutnie bezcelowe, a nawet dezorientujące, bo sugeruje istnienie zamków nie mających charakteru obronnego. Inaczej jest
w literaturze niemieckojęzycznej, gdzie termin “Schloß” może odnosić się zarówno do zamku jako budowli obronnej jak i do pałacu jako budowli pozbawionej cech obronnych. Polski termin “zamek” nie jest jednak dokładnym odpowiednikiem semantycznym niemieckiego terminu “Schloß”.
Podobnego rodzaju błędem jest pisanie o “umocnieniach obronnych miasta” w Kamieńcu Podolskim w XIII w. (s.70). Wszelkiego rodzaju umocnienia mają z definicji charakter obronny i nie trzeba tego charakteru podkreślać przy pomocy przymiotnika.
Podwójnym nieporozumieniem terminologicznym jest pisanie
o wzniesieniu drewnianego “zamku obronnego” w Buczaczu
w XII w. (s.43). Drewniane (czy raczej drewniano - ziemne) założenie obronne z XII w. można klasyfikować jako gród,
a nie jako zamek. To samo można powiedzieć o XIII - wiecznym założeniu obronnym w Trembowli , które autor książki charakteryzuje nietrafnie jako drewniany zamek, otoczony wałami i ostrokołem (s. 145). W tym ostatnim przypadku niewłaściwie posłużono się również terminem “ostrokół”, oznaczającym przeszkody terenowe w postaci zaostrzonych kołów, krzyżujących się ze sobą w formie litery X.
W przypadku, o który chodzi autorowi książki, adekwatny byłby termin “częstokół”, oznaczący proste umocnienie
w formie zaostrzonych kołów wbitych pionowo obok siebie.
Innym świadectwem nieznajomości pojęć i zagadnień
z zakresu budownictwa obronnego jest pisanie przy charakterystyce zamku w Buczaczu o strzelnicach umieszczonych na murach. Chodzi to oczywiście
o strzelnice w murach zamku.
Do tej samej kategorii uchybień należy zaliczyć użycie terminu “szaniec” w odniesieniu do twierdzy Okopy Świętej Trójcy (s. 112). We właściwym tego słowa znaczeniu szaniec to niewielka fortyfikacja polowa bądź też fortyfikacja doraźnie uformowana, względnie element takiego polowego lub doraźnie uformowanego założenia obronnego. Odnoszenie tego terminu do całej i bynajmniej nie małej twierdzy jest oczywistym nieporozumieniem.
Do błędów natury merytorycznej można zaliczyć informację
o rzekomym zdobyciu Chocimia przez Turków w XVIII w.
i późniejszym rozbudowaniu tej “twierdzy” (s.53).
W rzeczywistości Chocim, leżący tuż za południowo - wschodnią granicą Rzeczypospolitej (na przeciwległym brzegu Dniestru), przechodził z rąk do rąk w okresie wojen polsko - tureckich, ale miało to miejsce w XVII a nie XVIII w. Ponadto w XVIII w. nie rozbudowano żadnej istniejącej dotychczas “twierdzy”
w Chocimiu, lecz wokół istniejącego wcześniej zamku zbudowano tzw. nową twierdzę o charakterze ziemnych fortyfikacji bastionowych.
W książce poświęconej, zgodnie z brzmieniem
tytułu, obiektom obronnym razi generalnie ubóstwo
i nieścisłość informacji natury historyczno -
- architektonicznej. Prezentowane przez prof. Nicieję charakterystyki poszczególnych założeń obronnych są wyjątkowo zdawkowe lub też zupełnie ich brakuje, jak
w przypadku Jazłowca. Nie mniej rażący jest zupełny brak planów i szkiców sytuacyjnych, bez których trudno jest uzmysłowić czytelnikowi, na czym polega fortyfikacyjna specyfika konkretnych zamków czy twierdz.
Należy ubolewać, że autor książki, jak wszystko na to wskazuje, nie zapoznał się dokładniej z łatwo dostępną literaturą na temat architektury zamków kresowych
i ogólnie budownictwa obronnego w Polsce, jak chociażby album Tadeusza Polaka, Zamki na kresach (Warszawa 1997), czy klasyczna praca Janusza Bogdanowskiego, Architektura obronna w krajobrazie Polski (Warszawa - Kraków 1996). Wydane również
w ostatnich kilkunastu latach książki zawierają ogromną ilość informacji na temat dawnego budownictwa obronnego na kresach, łącznie z odnośnym materiałem ikonograficznym,
i wystarczyło tylko po nie sięgnąć, by uniknąć rażących błędów i braków, jakimi jest obarczona książka prof. Nicieji (skądinąd bardzo interesująca). Źle się stało również, że prof. Nicieja nie zwrócił się o zrecenzowanie rękopisu książki do kogoś kompetentnego w zakresie historii budownictwa obronnego. Niestety jeszcze raz okazało się, że bycie autorytetem naukowym w jednej dziedzinie wiedzy nie gwarantuje automatycznie kompetencji w innych dziedzinach, co powinni zawsze mieć na względzie autorzy wszelkiego rodzaju prac interdyscyplinarnych.
Miejmy nadzieję, że przedstawione powyżej uwagi krytyczne przyczynią się do usunięcia błędów i braków, jakie wystąpiły w pierwszym wydaniu najnowszej książki prof. Nicieji. Piszę to bez żadnych złośliwych czy ironicznych podtekstów, powodowany szczerym przekonaniem, że książka ta zasługuje
na drugie wydanie - poprawione i uzupełnione.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbigniew Bereszyński

Dołączył: 29 Lis 2006 Posty: 0
|
Wysłany: Wto Wrz 02, 2008 23:47 Temat postu: Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biogra |
|
|
dalszy ciąg recenzji....... Drewniane (czy raczej drewniano - ziemne) założenie obronne z XII w. można klasyfikować jako gród,
a nie jako zamek. To samo można powiedzieć o XIII - wiecznym założeniu obronnym w Trembowli , które autor książki charakteryzuje nietrafnie jako drewniany zamek, otoczony wałami i ostrokołem (s. 145). W tym ostatnim przypadku niewłaściwie posłużono się również terminem “ostrokół”, oznaczającym przeszkody terenowe w postaci zaostrzonych kołów, krzyżujących się ze sobą w formie litery X.
W przypadku, o który chodzi autorowi książki, adekwatny byłby termin “częstokół”, oznaczący proste umocnienie
w formie zaostrzonych kołów wbitych pionowo obok siebie.
Innym świadectwem nieznajomości pojęć i zagadnień
z zakresu budownictwa obronnego jest pisanie przy charakterystyce zamku w Buczaczu o strzelnicach umieszczonych na murach. Chodzi to oczywiście
o strzelnice w murach zamku.
Do tej samej kategorii uchybień należy zaliczyć użycie terminu “szaniec” w odniesieniu do twierdzy Okopy Świętej Trójcy (s. 112). We właściwym tego słowa znaczeniu szaniec to niewielka fortyfikacja polowa bądź też fortyfikacja doraźnie uformowana, względnie element takiego polowego lub doraźnie uformowanego założenia obronnego. Odnoszenie tego terminu do całej i bynajmniej nie małej twierdzy jest oczywistym nieporozumieniem.
Do błędów natury merytorycznej można zaliczyć informację
o rzekomym zdobyciu Chocimia przez Turków w XVIII w.
i późniejszym rozbudowaniu tej “twierdzy” (s.53).
W rzeczywistości Chocim, leżący tuż za południowo - wschodnią granicą Rzeczypospolitej (na przeciwległym brzegu Dniestru), przechodził z rąk do rąk w okresie wojen polsko - tureckich, ale miało to miejsce w XVII a nie XVIII w. Ponadto w XVIII w. nie rozbudowano żadnej istniejącej dotychczas “twierdzy”
w Chocimiu, lecz wokół istniejącego wcześniej zamku zbudowano tzw. nową twierdzę o charakterze ziemnych fortyfikacji bastionowych.
W książce poświęconej, zgodnie z brzmieniem
tytułu, obiektom obronnym razi generalnie ubóstwo
i nieścisłość informacji natury historyczno -
- architektonicznej. Prezentowane przez prof. Nicieję charakterystyki poszczególnych założeń obronnych są wyjątkowo zdawkowe lub też zupełnie ich brakuje, jak
w przypadku Jazłowca. Nie mniej rażący jest zupełny brak planów i szkiców sytuacyjnych, bez których trudno jest uzmysłowić czytelnikowi, na czym polega fortyfikacyjna specyfika konkretnych zamków czy twierdz.
Należy ubolewać, że autor książki, jak wszystko na to wskazuje, nie zapoznał się dokładniej z łatwo dostępną literaturą na temat architektury zamków kresowych
i ogólnie budownictwa obronnego w Polsce, jak chociażby album Tadeusza Polaka, Zamki na kresach (Warszawa 1997), czy klasyczna praca Janusza Bogdanowskiego, Architektura obronna w krajobrazie Polski (Warszawa - Kraków 1996). Wydane również
w ostatnich kilkunastu latach książki zawierają ogromną ilość informacji na temat dawnego budownictwa obronnego na kresach, łącznie z odnośnym materiałem ikonograficznym,
i wystarczyło tylko po nie sięgnąć, by uniknąć rażących błędów i braków, jakimi jest obarczona książka prof. Nicieji (skądinąd bardzo interesująca). Źle się stało również, że prof. Nicieja nie zwrócił się o zrecenzowanie rękopisu książki do kogoś kompetentnego w zakresie historii budownictwa obronnego. Niestety jeszcze raz okazało się, że bycie autorytetem naukowym w jednej dziedzinie wiedzy nie gwarantuje automatycznie kompetencji w innych dziedzinach, co powinni zawsze mieć na względzie autorzy wszelkiego rodzaju prac interdyscyplinarnych.
Miejmy nadzieję, że przedstawione powyżej uwagi krytyczne przyczynią się do usunięcia błędów i braków, jakie wystąpiły w pierwszym wydaniu najnowszej książki prof. Nicieji. Piszę to bez żadnych złośliwych czy ironicznych podtekstów, powodowany szczerym przekonaniem, że książka ta zasługuje
na drugie wydanie - poprawione i uzupełnione.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zbigniew Bereszyński

Dołączył: 29 Lis 2006 Posty: 0
|
Wysłany: Wto Wrz 02, 2008 23:47 Temat postu: Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biogra |
|
|
dalszy ciąg recenzji....... Prezentowane przez prof. Nicieję charakterystyki poszczególnych założeń obronnych są wyjątkowo zdawkowe lub też zupełnie ich brakuje, jak
w przypadku Jazłowca. Nie mniej rażący jest zupełny brak planów i szkiców sytuacyjnych, bez których trudno jest uzmysłowić czytelnikowi, na czym polega fortyfikacyjna specyfika konkretnych zamków czy twierdz.
Należy ubolewać, że autor książki, jak wszystko na to wskazuje, nie zapoznał się dokładniej z łatwo dostępną literaturą na temat architektury zamków kresowych
i ogólnie budownictwa obronnego w Polsce, jak chociażby album Tadeusza Polaka, Zamki na kresach (Warszawa 1997), czy klasyczna praca Janusza Bogdanowskiego, Architektura obronna w krajobrazie Polski (Warszawa - Kraków 1996). Wydane również
w ostatnich kilkunastu latach książki zawierają ogromną ilość informacji na temat dawnego budownictwa obronnego na kresach, łącznie z odnośnym materiałem ikonograficznym,
i wystarczyło tylko po nie sięgnąć, by uniknąć rażących błędów i braków, jakimi jest obarczona książka prof. Nicieji (skądinąd bardzo interesująca). Źle się stało również, że prof. Nicieja nie zwrócił się o zrecenzowanie rękopisu książki do kogoś kompetentnego w zakresie historii budownictwa obronnego. Niestety jeszcze raz okazało się, że bycie autorytetem naukowym w jednej dziedzinie wiedzy nie gwarantuje automatycznie kompetencji w innych dziedzinach, co powinni zawsze mieć na względzie autorzy wszelkiego rodzaju prac interdyscyplinarnych.
Miejmy nadzieję, że przedstawione powyżej uwagi krytyczne przyczynią się do usunięcia błędów i braków, jakie wystąpiły w pierwszym wydaniu najnowszej książki prof. Nicieji. Piszę to bez żadnych złośliwych czy ironicznych podtekstów, powodowany szczerym przekonaniem, że książka ta zasługuje
na drugie wydanie - poprawione i uzupełnione.
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
hologram0


Dołączył: 08 Kwi 2009 Posty: 266 Skąd: Mińsk Mazowiecki
|
Wysłany: Wto Kwi 14, 2009 17:17 Temat postu: |
|
|
Zakupiłem tą książkę i powiem szczerze, że wcale mnie nie zachwyciła. Są tam przytaczane historie związane z miastami i regionami i opowieści mieszkańców opisywanych miejsc. Są zdjęcia, jednak książka nie przypadła mi do gustu i sam nie wiem czemu. _________________ Bardzo proszę pamiętać, że ja byłem przeciw. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|